Plany jak bańki mydlane

Przed urodzeniem Yody zaplanowałam kilka ważnych dla mnie aspektów. Jako świadomy i leczący się control freak postanowiłam nie planować wszystkiego. Co było dobrym wyborem bo nawet plan minimum niestety musiał się diametralnie zmienić.


Plan 1: zostaniemy w szpitalu/domu narodzin jak najkrócej czyli optymalnie mniej niż 24 godziny.

Rzeczywistość: z pierwszego szpitala wyszliśmy po siedmiu a z drugiego po kolejnych czternastu dniach.

Ja swoją część  planu wykonałam idealnie. Do szpitala dotarliśmy o 12:30 a młody pojawił się na świecie o 12:53 jednak w stanie zupełnie nienadającym się do szybkiego wyjścia. Widać nasza komunikacja była nieco zaburzona i nie zrozumiał planu.

Plan 2: Yoda będzie ssakiem bezbutelkowym i bezsmoczkowym.
Rzeczywistość: Trochę dłużej zajęło mi rozbujanie laktacji a ponieważ Yoda nie ważył dużo wiecej niż 2 kilogramy trzeba było pilnować jego wagi. Dostawał bankowe mleko innych mam z butelki. Położne i pielęgniarki na oddziale patologi i intensywnej terapii noworodka  od razu zażądały też smoczka żeby móc szybko uspokoić młodego kiedy mnie nie bedzie obok.

Biorąc pod uwagę, że jednym z pierwszych doświadczeń karmienia młodego była kroplówka to konieczność podania mu butelki wydawała mi się wtedy najcudowniejszą czynnością. Mogłam go wyjąć z nagrzewacza przytulać i całować.

Plan 3: Będziemy używać wielorazowych pieluch.

Rzeczywistość: W pierwszym szpitalu nawet kilka razy o tym pomyślałam ale tyłek miał tak mały, że musieliśmy używać pieluch dla wcześniaków, które i tak wydawały się za duże – i dlaczego one muszą tyle kosztować?! Dokładnie dwa razy tyle co normalne a wiadomo, że w tym okresie zmienia się je też dwa razy częściej. Potem był szpital numer dwa zwany też piekłem na ziemi gdzie mogłam się skupić tylko na przeżyciu i nie zamordowaniu nikogo z personelu. Teraz walczymy z niskim napięciem mięśniowym i mimo, że od czasu zakładam mu coś ze stosiku wielorazowego – dla przewietrzenia ale też radości własnej – to nie na długo bo te pieluchy są jednak wielkie i na razie trudno mu się przewracać na golasa a co dopiero z tyłkiem a la Kim Kardashian.

Plan 4: Ograniczymy do bezwzględnego minumum ilość rzeczy dla dzieci.

Rzeczywistość: Mamy na stanie pół tony ubranek, po dwa łóżeczka (Yoda śpi głównie z nami) wózki oraz foteliki samochodowe. Do tego wagę niemowlęcą, nebulizator, elektroniczną nianię (na niecałych 40 metrach kwadratowych!) i laktator pożyczony ale jak się okazało super przydatny. Planuję jeszcze zakup piankowej maty do rehabilitacji mimo posiadanej sensorycznej z wieszakiem. Jak to się stało? Nie do końca sama się orientuję.

Plan 5: Yoda będzie otoczony niewieloma za to gustownymi zabawkami.

Rzeczywistość: Poza całym pudełkiem różnych kolorowych, krzykliwych zabawek mamy kilka ręcznie wykonanych przeze mnie na warsztatach Stowarzyszenia Tęcza. Nazwałam je „Z serii wieś tańczy i śpiewa oraz cyrk przyjechał”. Problemy wzrokowe młodego spowodowały, że musieliśmy dostosować się do jego potrzeb i otoczyć przedmiotami, które będą atrakcyjne dla niego a nie naszych odczuć estetycznych. Jego choinkowe koraliki, światełka dyskotekowe, dzwoneczki i szeleszcząco mieniący się koc ratowniczy budzą zazdrość rówieśników Yody, niedowierzanie ich rodziców – to jest to co kręci niemowlaki?! – oraz czasem rozpacz mojego snobistycznego, wychowanego na klasycznych przykładach poczucia piękna.

Dedykuję powyższe przykłady wszystkim, bezdzietnym dziewczynom, które otwarcie lub po kryjomu oceniają mnie myśląc – ja to zrobię inaczej i lepiej jak będę miała własne dzieci.

Powodzenia!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s