Should I stay or should I go?

Wczoraj podczas późnowieczornego spaceru zostałam zapytana przez przyjaciółkę dlaczego nie rozważamy wyjazdu za granicę ze względu na problemu zdrowotne i wzrokowe Yody. Przecież oboje mamy możliwość znaleźć pracę w Wielkiej Brytanii do tego mieszka tam większość rodziny taty Yody a na pewno możliwości są dla małego o niebo lepsze niż w Polsce.

Było to życzliwe pytanie bliskiej osoby, która sama od wielu lat mieszka za granicą i doskonale zna zarówno pozytywne jak i negatywne aspekty bycia ekspatem lub jak to podkreśla mój mąż emigrantem bo ekspat to przecież to samo tylko z większą kasą.
Odpowiedziałam, że na chwilę obecną jestem zadowolona z leczenia w Polsce. Oczywiście korzystanie z NFZ wymaga dobrej organizacji, masy cierpliwości podczas czekania w kolejkach, często ignorowania opryskliwych lekarzy i czasem wydania pieniędzy na prywatne wizyty ale jak dotąd badania i zabiegi, które miały zostać wykonane udało się zorganizować. Możliwe, że opieka NHS byłaby łatwiejsza, bardziej uprzejma i nieco szybsza ale nie ma na to gwarancji o czym przekonują mnie rozmowy z przyjaciółmi mieszkającymi w WB.

Dodałam, że Yoda jest pod opieką pań psycholog i tyflopedagog, które monitorują i pomagają stymulować jego rozwój. Chodzimy na fizjoterapię, mamy kontrolne wizyty u neurologa, logopedy, okulisty i optometrysty. Oczywiście nie ma możliwości aby specjaliści ci działali razem, uzupełniając nawzajem swoje kompetencje dla dobra dziecka i niestety często negują nawzajem swoje wskazania i sami musimy decydować z czyich rad korzystać. Nie mam jednak pewności, że w WB byłoby dużo lepiej. Tu przynajmniej wiem czego mogę oczekiwać.

Poza opieką medyczną Yoda ma w Polsce połowę rodziny. Ponieważ jesteśmy idealnym przykładem rodziny patchworkowej to oprócz babci i dziadka na jeszcze komplet pół-dziadków, którzy troszczą się o niego jak o swojego wnuka. Do tego dochodzą dwie całkiem na chodzie prababcie i pradziadek i jego siostra, trzy ciocie i trzech wujków plus ich partnerzy i partnerki, moja cudowna chrzestna i przyszli chrzestni Yody, moje fantastyczne przyjaciółki z liceum oraz ekipa piłkarska męża, grupa z międzynarodowej szkoły rodzenia plus życzliwe osoby poznane podczas przejść szpitalnych. Wszyscy ci ludzie na różne sposoby i w różnym zakresie pomagają lub oferują pomoc. To ważne bo dziecko wychowuje przecież cała wioska. Yoda ma tu dobrą opiekę i nie czujemy w tej chwili potrzeby emigrowania.

Dzisiaj rano rozmawiałam z inną koleżanką. Jest młoda, inteligenta studiuje i założyła własny biznes. Jest też osobą niedowidzącą* o czym dowiedziałam się stosunkowo niedawno bo w przeciwieństwie do widocznego zamglenia rogówki Yody, jej oczy nie zdradzają wady. Radzi sobie dobrze i jej życie wygląda tak jak innych młodych dziewczyn. Pozornie.

W studiowaniu pomaga jej asystentka, która czyta na głos materiały oraz wykonuje wiele niemożliwych dla osoby z wadą wzroku czynności. Niestety z powodu błędu proceduralnego nie będzie mogła dalej tego robić na kolejnym roku. Sekretarka na wydziale skwitowała sytuację niewybrednym komentarzem, że nie interesują jej ich układy i co chcą razem robić. Dodam, że mają zaświadczenie od pełnomocnika rektora do spraw osób niepełnosprawnych o oficjalnej roli opiekuna osoby niedowidzącej, które jednak nie ma na uczelni większego znaczenia.

Niestety wielu wykładowców rownież nie wykazuje zrozumienia. Przemieszczenie się pomiędzy niektórymi salami podczas pięciominutowej przerwy jest wyzwaniem dla osoby sprawnej a jeśli prowadząca zaczyna zajęcia punktualnie i nie daje czasu na odpalenie laptopa oraz włączenie programu umożliwiającego korzystanie z wykładu to całkowicie uniemożliwia branie w nich udziału osobie niepełnosprawnej. Z niewiadomego powodu przygotowanie stanowiska pracy aby wszyscy studenci mogli korzystać z zajęć przekracza jej kompetencje.

Mimo odpowiedniego zezwolenia na nagrywanie wykładów oraz udostępnianie slajdów wielu prowadzących zwyczajnie odmawia tej możliwości. Nie mówimy więc tutaj jedynie o umożliwieniu osobie niepełnosprawnej studiowania ale o celowym tego uniemożliwianiu. Sprawę pogarsza fakt, że chodzi o zajęcia w Szkole Pedagogiki Specjalnej…

Wszystko co usłyszałam, a opisałam powyżej tylko kilka aspektów, budzi we mnie gniew i obawę. Jestem w stanie stworzyć w domu odpowiednie warunki do rozwoju Yody. Poznałam kompetentnych specjalistów chętnych wspierać nas w jego edukacji i wierzę, że jestem w stanie znaleźć odpowiednie przedszkole oraz szkołę przygotowane do potrzeb dzieci z wadą wzroku. To czego nie jestem w stanie przeskoczyć to postawy ludzi, którzy zupełnie bez powodu zdecydują się utrudniać mu funkcjonowanie. Fakt, że wada jest widoczna może zarówno ułatwić sprawę jak i ją pogorszyć. Mój ojczym porusza się na wózku wiec jego niepełnosprawność jest łatwa do stwierdzenia i na jego przykładzie przekonałam się jak wiele osób otwarcie odmawia umożliwienia mu udziału w codziennych czynnościach – na przykład przez niewysuwanie klapy w autobusie, blokowanie przejazdu przez złe parkowanie samochodu lub nieuruchamianie windy.

Nie wiem jaką opiekę mogę zapewnić Yodzie w WB are za to jestem pewna, że postawy ludzi wobec niepełnosprawności są zdecydowanie bardziej cywilizowanie wiec możliwe, że jednak będę zmuszona rozważyć ten wyjazd.

* Niedowidzący – to osoba która ma uszkodzony wzrok w stopniu lekkim lub średnim, wspomaga się różnymi pomocami optycznymi i technicznymi, widzi na tyle dobrze by pisać i czytać jak osoba widząca.

Słabowidzący – to osoba która ma poważnie uszkodzony wzrok i nie może się wspomóc pomocami optycznymi i technicznymi, zazwyczaj odróżnia jedynie dzień od nocy i widzi zarysy dużych przedmiotów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s