Super Bowl czyli dlaczego nadal nie umiem usypiać Yody

Tata Yody na codzień jest kibicem piłki nożnej ale raz w roku zarywa noc aby obejrzeć najważniejszy mecz futbolu amerykańskiego. Dlaczego? Pozostaje dla mnie tajemnicą tak samo jak atrakcyjność wszystkich innych wydarzeń sportowych. Ponieważ transmisja zaczyna się w środku nocy a mamy tylko dwa pokoje (mały dla Yody i duży dla wszystkich) postanowiliśmy, że przeniesiemy młodego do naszego łóżka i noc prześpi ze mną a ojciec obejrzy mecz w jego pokoju.

O 12:30 śpiące dziecię zostało przeniesione ze swojego łóżeczka rozmiar 60×120 do naszego w rozmiarze 180×200. Nie obudził się.

O 12:45 dziecię zajęczało i przekręciło się o 90 stopni zajmując w ten sposób 2/3 miejsca w łóżku.

O 01:00 Yoda westchnął, usiadł i zaczął się rozglądać lub nasłuchiwać – było ciemno i sama nie wiem, na którym zmyśle bardziej wtedy polegam. Chwilę potem wywęszył mnie – mimo, że leżałam cicho bez ruchu – dopadł i wycyckał. Miałam nadzieję, że zadowoli go to i wprowadzi w blogi sen, o którym sama skrycie marzyłam.

Niestety około 01:45 po serii westchnień, jęków, 50 zmianach pozycji – na matce, na poduszce, głową do ściany, ze stopami na poręczy, etc. – w końcu zlazł z łóżka i niechętnie poraczkował w stronę kuchni. W przedpokoju spotkał tatę, który w przerwie szedł po przekąskę.

Mecz został przeniesiony do dużego pokoju a Yoda wrócił do swojego łóżeczka gdzie przespał, bez pobudek, do 7 rano.

Wieczorny rytuał naszego syna składa się zwykle z:

  • kolacji, 
  • kąpieli, 
  • picia tranu, 
  • plucia lekarstwami, 
  • mycia zębów a raczej gryzienia szczoteczki oraz zlizywania pasty truskawkowej, 
  • wrzeszczeniu na ojca lub matkę podczas przewijania i przebierania w piżamkę, 
  • wyciszanie się na moment przy ulubionej piosence, 
  • oglądania i wyrzucania wszystkich świecących zabawek jakie matka znajdzie,
  • cycania i przytulania.

Potem tata bierze marudzącego Yodę na ręce, przytuła, mówi że pora spać, kładzie w łóżeczku, okrywa kołderką i wychodzi. I tyle. Od momentu zetknięcia młodego z materacem jest cisza i zwykle Yoda zasypia w 5 minut. Czasami wstaje jeszcze żeby po kryjomu pokręcić ulubionym kołkiem na tablicy wiszącej w nogach łóżeczka ale kiedy tata wchodzi przypomnieć mu, że pora spać od razu się kładzie.

Nie stosowaliśmy metody zamykania drzwi i wypłakiwania się do snu. Mieszkamy na niecałych 40 metrach i ja bym zwariowała a sąsiedzi za mną. Nie przemawia do mnie jej skuteczność. Yoda i tata przez dwie noce przyzwyczaiali się do usypiania w łóżeczku. Za każdym razem kiedy młody budził się i płakał, tata szedł go uspokoić, poklepać po plecach, położyć jeśli wstał lub wyjąć i przytulić jeśli było mu bardzo smutno. Od tego czasu Yoda śpi we własnym łóżeczku lepiej niż gdziekolwiek indziej a ja się wysypiam. Prawie. Jeśli młody budzi się w nocy to wstaje do niego tata i wraca po 3, a nie jak ja, 30 minutach. Eksmisja z naszego łóżka nastąpiła kiedy nikt z nas się nie wysypiał bo Yoda ciągle się wiercił i wybudzał. Teraz przynosimy go rano jak się obudzi na cycanie, przytulanie i czasem małą drzemkę.

Kiedy ja próbuję odłożyć synka do łóżeczka najpierw podnosi się pupa a potem wstaje reszta bardzo rozeźlonego chłopczyka i każe się natychmiast wyjąć. Próbowałam tych samych technik co ojciec i nic. Może to zapach mleka a może moje lenistwo lub brak przekonania. Poddałam się i usypianie zostawiam zawsze tacie. 

Dlaczego?

  1. Spędzam z Yodą najwiecej czasu, jestem odpowiedzialna za większość przebierania, przewijania, mycia, odcinania paznokci, karmienia i podawania leków. Wystarczy.
  2. Uważam, że każdy z rodziców powinien mieć coś swojego, co robi z dzieckiem najlepiej na świecie. Na przykład naleśniki. U nas jest usypianie.
  3. Za nami i przed nami wiele pobytów szpitalnych. Noce tam są trudne z wielu powodów. To bardzo wytraca Yodę z rytmu i zdecydowałam, że nie będę wprowadzała swojego innego zachowania w domu i w szpitalu.

Tak, czasem kiedy jestem sama moja nieumiejętność jest uciążliwa ale te nieliczne wieczory spędzamy na kołysaniu, śpiewaniu i przytulaniu po którym Yoda wreszcie zasypia. Na mnie oczywiście. Kilka razy był już tak zmęczony, że sam domagał się odłożenia do łóżeczka.

Nie umiem szybko i sprawnie usypiać własnego dziecka i dobrze mi z tym. Moze kiedyś się nauczę a może na zawsze zostanie to domeną taty.

Ciekawe czego jeszcze nie będę umiała zrobic tak dobrze jak ojciec – już się nie mogę doczekać 😉

Reklamy

3 myśli w temacie “Super Bowl czyli dlaczego nadal nie umiem usypiać Yody

  1. U nas w sumie wszystko robię ja. Tatuś leje wodę do wanny i jak jest w domu przygotowuje mleko.
    A jeśli chodzi o usypianie to na razie córka jeszcze śpi ż nami. Ma 4 miesiące. Czasem już myślałam o przeniesieniu jej do łóżeczka ale za bardzo lubię widzieć jej uśmiech codziennie rano jak tylko otwieram oczy. Ale pewnie kiedyś przyjdzie ten moment i zobavzymy co to będzie. Na chwilę obecną jest kąpiel, smarowanie balsamem, przebranie w piżamkę, butelka, po jedzeniu smoczek do buzi i kładziemy córeczkę do nas. Zwykle sama usypia. Jak ma problem to pieluszka do przytulenia i szumis i po sprawie

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s